Czas wylotu Tupolewa z Okęcia, podobnie jak godzina katastrofy, były okryte smoleńską mgłą przez bardzo długi okres czasu. Dla wszystkich wyznawców naturalnego przebiegu zdarzeń na Siewiernym, podawanie kilku sprzecznych terminów wylotu przez długi czas nie stanowiło oczywiście żadnego powodu do podejrzeń. To przecież najzupełniej normalne, że duży samolot z blisko stu osobami na pokładzie wylatuje z międzynarodowego lotniska niepostrzeżenie  Jedynie nieodpowiedzialne, rusofobiczne elementy doszukiwały się w tym chaosie informacyjnym działań spiskowych. Przypomnę, że pierwsze rządowe oświadczenie dotyczące wylotu delegacji było podane przez pana Paszkowskiego w miediach wkrótce po tragedii i wskazywało godz. 6:50.

Ostatecznie, po kilku miesiącach od zdarzenia dowiedziałem się, że prokuratura definitywnie ustaliła godzinę startu Tupolewa na godz. 7.27, co dla mnie było sporym zaskoczeniem. Uwielbiany przez widodące media osobnik z Biłgoraja, oczerniając ś.p. prezydenta w wywiadzie stwierdził,  że samolot najpierw miał wylecieć o 6.00, później o 6.30, a w końcu wyleciał o 7.30 czyli dużo później od zaplanowanego pierwszego terminu wylotu Poseł  z Biłgoraja, ma zwyczaj puszczać farbę. Już raz ujawnił kulisy nieudanego bezkrwawego przwrotu. Czyżby teraz znów powiedział zbyt dużo?  Powtórzę, planowy wylot prezydenta, jego zdaniem, to godz. 6.00. Nie przypuszczam, aby pan prezydent był człowiekiem, który kazał czekać na siebie  ponad 90-ciu osobom przez półtorej godziny w samolocie. Dlatego zarówno czas i sposób wylotu delegacji dla mnie nadal pozostają otwarte.

Jak wiemy, Jarosław Kaczyński odbył pierwszą rozmowę z bratem ok godz. 6.00. Zdrowy rozsądek nakazuje domniemywać, że prezydent zatelefonował do pana Jarosława przed samym wylotem,  a nie wcześniej. Któż niepotrzebnie budzi bliską osobę w sobotni wczesny ranek, jeśli może to zrobić nieco później? Jeden słaby argument, to zbyt mało.  Ale ksiądz Kwaśnik również zatelefonował do pana Adama Kowalskiego w czasie, gdy ten znajdował się w Smoleńsku, a więc przed godziną 6:00 czasu polskiego. Dlaczego nie później? Idźmy dalej. Załoga Jaka-40 o godz. 7.47 stała na płycie lotniska i oczekiwała lądowania samolotu. Wcześniej rozmawiali z Protasiukiem i Grzywną przez radio. Jeśli jesteśmy zapewniani, że Tupolew wystartował o 7.27, to nie jest możliwe, by po kilkunastu minutach był w okolicach Siewiernego. Wniosek nasuwa się sam. Zarówno pan prezydent jak i ksiądź Kwaśnik wystartowali z Grzywną i Protasiukiem innym samolotem ok godz. 6.00. Mógł to być oczekujący w hangarze Jak-40.